Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Fotonotka. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Fotonotka. Pokaż wszystkie posty

niedziela, 24 listopada 2013

67. Nowy bohater


Dzisiejsza fotonotka jest dość... specyficzna :D. Ostatnio bowiem w mym życiu wiele, bardzo wiele się działo. Były i złe chwile, i dobre chwile, lecz jedno wydarzenie wybija się spośród wszystkich. W dzisiejszej fotonotce przedstawiam nowego bohatera Perfekcyjnych... oto przed Państwem: Denar Frodo!
Denar jest trzymiesięcznym ragdollkiem seal bicolorkiem, o jedwabistym futerku. W me ręce trafił w piątek, 15. listopada. Od razu zakochałam się w jego mądrym spojrzeniu błękitnych oczek. Srebrny Książę to zarazem wielki rozrabiaka, pieszczoch i kot-demolka. Z resztą, pewnego dnia sam o tym opowie ; P. Dzisiaj jedynie powitalna fotonotka ; ).

^Denar Frodo. Młody rośnie w oczach, a jego futerko już powoli ciemnieje.

^"Przybrudzony" Denar jako dwunasto-tygodniowy kociak...

^...I jako trzynasto-tygodniowy.

^Mały rozrabiaka oczarowuje wszystkich, nawet zadeklarowanych psiarzy : D. Były powody, dla których wybrałam rasowego zwierzaka, ale jedno jest pewne (...piękne i dziwne zarazem) - dzięki niemu ponownie odkrywam świat kotów.

***
Informacje:
- Bardzo przepraszam za tę okropnie długą przerwę, w szczególności moich Czytelników. Musiałam sobie wszystko na spokojnie poukładać, ale zresztą to już nieważne. Mam nadzieję, że mi wybaczycie (wiem, znowu...). Nie piszę, że będę, ale piszę, że postaram się być - tu i na Waszych stronach : D. Chociaż "duchowo" : D.
- Następny post wkrótce. O wystawie (wrześniowej, ale kto by na to zwracał uwagę!). Powoli wracam do blogosfery, w której minęły... lata świetlne, no normalnie. Tak się cieszę, że wracam! Do napisania wkrótce :).
A mały już niedługo otwiera swój "Pamiętnik" (dzięki ci, kocie! Denar stał się weną twórczą xD). Zapraszam do czytania : D!

poniedziałek, 24 grudnia 2012

60. Świąteczna fotonotka


Witam wszystkich! Z okazji Świąt Bożego Narodzenia chciałabym złożyć Wam najlepsze życzenia! Zacznijmy od klasycznego: dużo zdrowia, mnóstwa radosnych chwil i pomyślności! I oczywiście wspaniałych Świąt, spędzonych z rodziną! Jednak przede wszystkim spełnienia marzeń - wszystkich, realnych jak i nieco mniej realnych! Niech nigdy nie opuszczają Was: odwaga i wiara w siebie, a w przypadku artystów bądź pisarzy - także wena.
Również Waszym zwierzakom - nie tylko kotom! - chcę życzyć wszystkiego najlepszego!;)

Jako, że nigdy nie byłam mistrzem w składaniu życzeń, przygotowałam krótką, świąteczną fotonotkę. Jej bohaterem jest młody kocur, o trafnym imieniu Timon.






Informacje
- Zmiana w zakładce "Blog z muzyką!". Jeśli lubicie lekturę z zimowym, spokojnym i lekko tajemniczym podkładem muzycznym, to "Ice Dance" (którego autorem jest Danny Elfman, a sam utwór pochodzi z filmu "Edward Nożycoręki") jest wprost dla Was :).
- Wkrótce postaram się również stworzyć nowy szablon!
Wesołych Świąt!

czwartek, 22 listopada 2012

58. Sesja w pięć minut


Fotonotka
Zrobić udane zdjęcie - to wyzwanie. Poprzeczka podnosi się, gdy bohaterem ma być zwierzę... Wyżej, gdy chodzi o kota, jeszcze wyżej - gdy czas jest ograniczony... Bardzo ograniczony, bo do kilku minut. Ostatnio jednak los postawił mi wyzwanie zrobienia "sesji w pięć minut" pewnej, malutkiej kotce.
Z racji, że nikt nie zdążył ją nazwać, a ja przechodziłam fascynację łaciną, postanowiłam nadać jej imię Una (z łac. unus, -a  - "jeden"). Jednak równie dobrze mogłabym wybrać coś w stylu Wybranka albo, jak kto woli, Szczęściara. Krótkie życie, jak łodyga róży, porośnięte było kolcami. Jej rodzeństwo zginęło pod kołami samochodu lub w psich szczękach. Ona, bezbronna, z lekko podpuchniętymi oczkami, została sama i... ostatnia. Była teraz jedyną spadkobierczynią Rodu.

 ^Una była istną puchatą kulką na drobniutkich łapkach. Delikatna w dotyku, krucha niczym eksponat. Patrząc na to malutkie, wręcz rachityczne ciałko, przez głowę nawet nie śmiała przejść myśl, że pod powłoką krył się wulkan.

^Una szybko pokazała nam, jakie jest jej prawdziwe oblicze, dzielnie pokonując gąszcz traw. Jej nieco szalony wzrok wciąż rozglądał się po najbliższej okolicy, w poszukiwaniu czegoś nowego i ciekawego. 
W ten pochmurny dzień wniosła do naszego życia "nutkę" optymizmu.

^Strasznie ciągnęło ją do zdobywania tego ogromnego świata!

^Una - ostatnia z miotu. Jej przyszłość stoi jednak pod znakiem zapytania. Przez wieś przewinęło się bowiem wiele kociąt, lecz jedynie niektórym udało się przekroczyć granicę jednego roku i naprawdę posmakować życia... Ale może to jej, na przekór wszystkiemu, przeznaczone jest kryć się pośród złotych zbóż, przedzierać pośród chaszczy olszyny i wylegiwać  letnią porą pośród krzewów malin?
Informacje
- Dzisiaj coś lżejszego - fotonotka. Ale trwają już prace nad postem o... jaguarze. I mam nadzieję skończyć je wcześniej, niż za dwa miesiące.  
- Niestety, jestem wciąż zmuszona apelować o wyrozumiałość. Zawieszam działalność bloga na nadchodzący tydzień oraz początek następnego. Jestem zaangażowana w film, mam maraton oraz lekturę do przeczytania i raczej ani fizycznie, ani psychicznie nie będę w stanie zajmować się blogowym światkiem. Nowej notki i odzewu oczekujcie więc na początku grudnia!
Pozdrawiam!

poniedziałek, 17 września 2012

56. Timon zabawowy


Fotonotka

Post dedykuję Adze.

Pod koniec sierpnia udało mi się wybrać wreszcie na prawdziwe wakacje. Cel - wieś. Poznałam tam pewne kocie rodzeństwo. Ona (Pańcia) - tajemnicza, niezależna, czarna kotka. Jej brat (Timon) - towarzyski, waleczny i łowny buro-biały kocur - to on jest bohaterem dzisiejszej fotonotki.

Kociaki miały kilka miesięcy (matkę opuściły już jakiś czas temu), czyli trafiłam na etap "wiecznej zabawy". Kociaki potrafiły całymi godzinami biegać po podwórku - od garażu do naprzeciwległej stodoły. Powoli zaczynały się usamodzielniać. Na przykład, od czasu do czasu zdarzało im się coś schwytać (!)
No, ale nie o tym. Timona, Pańcię i ich dziwne przyzwyczajenia poznacie innym razem. Dzisiaj będzie mowa o fotografowaniu.
W związku z tym, iż kociaki krążyły po wybiegu, niczym elektrony wokół jądra atomu (nieustannie, a ich uwagę przykuwało wszystko - jak nie szyszka, to patyk, jak nie patyk to ważka, jak nie ważka to ogon brata lub siostry...), miałam okazję nieco udoskonalić swój fotograficzny warsztat, szczególnie jeśli chodzi o zdjęcia w ruchu. Niegdyś - moja bolączka. Zawsze bowiem "fotki" w biegu/skoku wychodziły niewyraźne, źle skadrowane i/albo poruszone. Trafiła mi się niepowtarzalna szansa by to poprawić! Do tego aż dziesięciodniowa! Natychmiast wzięłam się do roboty. W tej fotonotce pragnę Wam zaprezentować "kilka owoców" mojej pracy.
Kończę przynudzać. A więc - zaczynajmy zabawę!


^Timon uchwycony w "skoku po piórka".

^Nigdy nie był wybredny. Liść? Ważka? Szyszka? Źdźbło trawy? Nikt nie mógł czuć się bezpieczny, gdy kotek pojawiał się na horyzoncie. 

^Niepokorny łowca. Podczas mojej wizyty złapał dwie myszy, zaskrońca oraz... wróbla! 
A on sam liczy sobie dopiero kilka miesięcy... Wyrasta z niego naprawdę bezlitosny drapieżca!

^"Wygibasy"

^"Mam szczęki, jak jaguar!"

***
Informacje
- Tekst i zdjęcia mojego autorstwa. Więcej o Timonie i Pańci przeczytacie w "profilach" lub w opowiadaniu "Bursztynowym okiem" (ale to za "pewien" czas...).
- Czytam wszystkie komentarze ;). Niedługo postaram się ze wszystkimi skontaktować. Informacje i wyjaśnienia mojej nieobecności znajdziecie pod poprzednim postem.
- To ostatnia notka, jaka pokaże się w najbliższym czasie. Nie wiem, kiedy znajdę czas na napisanie czegoś, hmm - "ambitniejszego".
- Informuję później, w wolnym czasie!
Pozdrawiam!

wtorek, 14 sierpnia 2012

53. Koty z Krainy Wielkich Jezior



Fotonotka
Witam serdecznie! Witaj Felidzie II! [Prawie] Jak obiecałam, publikuję pierwszą, właściwą notkę na Perfekcyjnych! Zamknęłam jeden rozdział, by rozpocząć kolejny.
Mam mnóstwo pomysłów. Wena, zapał i entuzjazm na razie mnie nie opuszczają... Szczególnie jeśli chodzi o "Bursztynowym Okiem". Ale co będę przedłużać, po więcej newsów zapraszam na koniec postu!
Fotonotką zakończyłam stary etap, na Felidae, więc tak samo rozpocznę nowy - na dobry początek - przedstawiam fotografie kotów z magicznej Krainy Wielkich Jezior.

^Przystanek 1: Popielno
Bezimienny król małego portu w Popielnie. Jego szaro-zielone oczy emanują dzikością i jednocześnie specyficznym, kocim ciepłem. Tego "szuwarowego" łowcę widziałam i sfotografowałam równo rok temu... I już nigdy więcej nie miałam szczęścia spotkać go na swej drodze.

^Ładnie miauczę, prawda?

^Przystanek 2: Mikołajki
A oto przed Wami najprawdziwsza, kocia dama! Ta trójkolorowa kocica, mieszkająca tuż przy porcie, cieszy się ogromną popularnością, wręcz sławą, wśród przechodniów i co najlepsze... doskonale zdaje sobie z tego sprawę. Kicia, bo tak na nią wołają, dyktuje warunki wszystkim i wszystkiemu. Nie da się pogłaskać byle komu, ba! nie da zbliżyć ręki byle komu. A jak trafi się jakiś nachalny, dama zmienia się w dzikuskę, lubiącą sobie pogryźć ludzkie palce.
Jednak ta kicia nadal ma swych wiernych fanów i paparazzich (np. mnie) i pomimo dziwnych incydentów, widać, że bycie w centrum bardzo ją interesuje. ;) 

^To chyba najsłynniejsza kocica w Mikołajkach...

^Przystanek 3: Giżycko
Tym razem, przedstawiam kota sklepowego (wcześniejszy był "barowy") - a przynajmniej lubiącego pokręcić się w jego okolicach. Ten ciekawy, bury kocur to posiadacz najbardziej zielonych oczu, jakie można sobie wymarzyć u dachowca. Ich "zieloność" aż bije "po oczach". W przeciwieństwie do Kici z Mikołajek, owy kot był niezwykle przyjaźnie nastawiony do ludzi - do tego stopnia, że zrobienie mu zdjęcia stawało się wielkim wyzwaniem (chyba, że zbliżenia oka...). Widywałam go kilka razy. Pomimo iż u innych osób również wzbudzał sympatię, zdawało się, że uczucie pychy i rozkapryszenia było mu obce...

^W drodze do fotografa...

^Na zakończenie
Podczas moich mazurskich wojaży spotkałam wiele kotów. Tak, jak w opowieści o białowieskich mruczkach, tutaj również łatwo dało zauważyć się "kocie stany". Niektóre, jak dama z Mikołajek, miały dosłownie wszystko - od kochającego domu po grono fanów. Natomiast zetknęłam się również z osobnikami, które ledwo wiązały koniec z końcem, a nawet takie, którym pisana była już tylko śmierć...

Trzeba jednak przyznać - Mazury to raj dla miłośników żagli, fotografii, dzikiej przyrody i... kotów.
***
Informacje
- Mazury pozwoliły mi zdrowo odetchnąć od tego całego blogowego światka. Po przyjeździe, entuzjazm do pisania powrócił. Nie oczekujcie ode mnie jednak wiele - mimo że, a może dlatego że są wakacje, często po prostu nie mam czasu by usiąść i coś stworzyć. Blogspot całe szczęście pozwala o wiele szybciej dodawać zdjęcia, co ma dla mnie spore znaczenie.
Teraz możecie wyczekiwać prawdopodobnie Kociej Kroniki, lecz nie daję głowy ;).
Z resztą - czas pokaże.
- Nowego szablonu niestety nie udało mi się wykonać. Projekt za mną wciąż chodzi, lecz na przykład dziś - niemal cały dzień spędziłam poza domem (stąd tak późna pora publikacji).

poniedziałek, 16 lipca 2012

38. (Nie)zwykłe ziewanie

Fotonotka





Ziewanie... Niby zwykły odruch, a jednak... To też dobry temat na "fotonotkę"! Wszak chyba każdy fotograf - czy amator, czy też profesjonalista, będąc na przykład: w zoo, chciałby uchwycić zwierzę właśnie w tej pozie (trzeba przyznać, że dość widowiskowej); a nie ma lepszych modeli, jeśli chodzi o ziewanie, niż koty - ze swoimi ogromnymi kłami i naprawdę długimi językami... 
Postanowiłam poszperać po swoim archiwum fotograficznym i wyszukać zdjęcia ziewających kotów. Przedstawiam rezultaty:

^Tygrys sumatrzański Andy pokazuje wnętrze swego pyska publiczności; Warszawa, 2008r.

^Lew Zulus w świetle złotego, listopadowego słońca... Nic, tylko ziewać; Warszawa, 2010r.



^Mały ocelot w trakcie ziewania; Kraków 2011r.

^Mróz? Śnieg? Zima? Nie straszna potężnym tygrysom!; Warszawa, 2011r.

^Ziewający...Amor; Warszawa, 2012r.

^Najdłuższy język świata ;)!; Warszawa, 2009r.

^Lampart chiński tuż popołudniowej drzemce...; Łódź, 2011r.

^Ziewanie w biegu...; Warszawa, 2011
***
Informacje
- Notka z dnia 12.02.2011r., napisana jeszcze na blogu Felidae - poprzedniku Perfekcyjnych. 

poniedziałek, 25 czerwca 2012

32. Szalone zabawy

Fotonotka


...Kreski i Grubusia!
Lipiec 2010r.
Pewnie pamiętacie niedawną fotonotkę "Małe jest piękne"? Bohaterami dzisiejszego postu również będzie kocie rodzeństwo, Grubuś i Kreska, urodzone na początku maja 2010 roku. W lipcu kociaki skończyły około dwóch miesięcy. Weszły w etap rozwoju, który ja nazywam etapem "wiecznej zabawy". W tym okresie, młode interesują się jedynie dzikimi harcami i poznawaniem otaczającego je, ogromnego świata.

^Grubuś bawiący się rowerem.
Do dwóch, małych rozrabiaków przychodziłam (najczęściej razem z kuzynkami) co dzień, by obserwować i fotografować ich wyczyny. Przestały przypominać puszyste kulki, które ledwo poruszały się na łapkach. Teraz potrafią już biegać, skakać i urządzać szalone walki.


^Kreska również uwielbiała bawić się na rowerze.
Nigdy nie potrzebowały wymyślnych zabawek i wynalazków, jakie z reguły mamy okazję podziwiać w kolorowych sklepach zoologicznych. Do szczęścia potrzebne im były najprostsze przedmioty. Bez wątpienia w poczet ich faworytów zaliczały się takie cuda, jak krzak bzu, patyki, sznurek, ogrodowy stołek, koszyk i... magiczny rower - "stworzenie", niemal mityczne, pojawiające się wyjątkowo. Jednak, gdy już kociaki zdały sobie sprawę z jego obecności, rower przestawał mieć jakiekolwiek szanse...

^Kto powiedział, że tylko z psami można bawić się w "przeciąganie"? Grubuś nauczył się tej "sztuczki" wcześniej od siostry - Kreski
Z kuzynkami uwielbiałyśmy bawić się z małymi kotkami. Naszą ulubioną grą była "papierowa myszka", czyli bieganie po całym podwórku, w tę i z powrotem, z patykiem w ręku, na którym zawiązany był długi sznurek, na którym z kolei zaczepiało się szeleszczącą i intrygującą kulkę papieru (grającą rolę myszy).
Najchętniejsza do zabawy była Kreska, zwana Piżamką (od miękkiego futerka). Nawet, gdy była zmęczona, dzielnie biegała za papierową kulką (zawsze to my musiałyśmy przerywać figle dla dobra zwierzątka...). 
Z czasem udało nam się przynajmniej częściowo odkryć ich osobowości. Piżamka była zwinna, szybka i bardzo zręczna. Niestety, nie grzeszyła wybitną inteligencją (nie uczyła się tak szybko "teorii", wpadała w różne kłopoty, w przeciwieństwie do brata). Natomiast Grubuś nie był tak sprawny fizycznie, lecz miał "łeb na karku". Zastanawiał się, zanim coś uczynił i właśnie ta chłodna kalkulacja i obliczanie swoich szans na sukces dawały mu przewagę nad siostrą. Gdy ona topiła się w studni, on po prostu siedział sobie i ją obserwował. Nie przepadał za trzymaniem na kolanach, co z kolei ubóstwiała jego siostra.
Trudno powiedzieć, które z kociąt miało większe szanse na przeżycie - inteligentny myśliciel, czy zręczna pieszczoszka.

^Grubuś spokojnie mógłby startować w wiszeniu na zabawce, na czas...
   Kreska była niezwykle dynamiczną kotką. Jej skoki zawsze były niezwykle widowiskowe. Łatwo przychodziło jej przyswajanie nowych zwrotów czy chwytów, w przeciwieństwie do brata. On musiał polegać na swojej pomysłowości, aby móc coś osiągnąć. 


^Skok po zabawkę (Grubuś).
Mogłabym godzinami obserwować i bawić sie z tymi kociętami. Ich energia była niemalże niewyczerpana. Czasami, do zabawy włączała się również ich matka. 


^Bura wydaje się być kotem spokojnym i zrównoważonym, ale tym razem miała chęć na rozrywkę.
   Kocięta muszą uczyć się szybko. Powinny do perfekcji opanować wspinanie po płotach i drzewach, skoki oraz... sztukę zabijania. 
Póki co to matka rozwija i pobudza w nich instynkt łowiecki, bawiąc się z nimi, czy po prostu machając ogonem. Zauważyłam, że często demonstruje młodym, co mają zrobić i jak się zachować w danym momencie. Raz miała miejsce bardzo ciekawa sytuacja:
  Bura niespodziewanie zainteresowała się kulką papieru zaczepioną na sznurku. Zaczęła wpatrywać się w zabawkę. Grubuś, który był tuż obok niej, zaczął ją naśladować. Gdy kotka poczęła się podkradać, on robił to samo. W końcu Bura zaatakowała. Samczyk pozostał na miejscu i obserwował "bawiącą się" matkę. Takie zachowanie miało miejsce jeszcze ze dwa, trzy razy. Potem Bura całkowicie straciła ciekawość, choć my dalej nakłaniałyśmy ją do zabawy. Dla odmiany na papierową "myszkę" wyskoczył kocurek.
^Cud? (Kreska)
    W końcu nawet kocięta zaczęły być zmęczone. Potężne ziewnięcia i przymrużanie oczu zwiastowały drzemkę. Teraz rozpoczęły poszukiwania jakiegoś dogodnego, najlepiej zacienionego, miejsca, a po chwili układają się do snu. Jednak już po godzinie (czasem dwóch) mają całkowicie odnowione zapasy energii. I zabawa rozpoczyna się na nowo...




***
Informacje
- Notka z dnia 7.08.2010r., napisana na poprzedniku Perfekcyjnych - Felidae.